Kolekcja secesyjnego szkła, wybrane nowości
Secesyjny dzban Phaenomen Genres Loetz Witwe
Secesyjny dzban Phaenomen Genres Loetz Witwe
4 800,00 zł
szt.
Wazon Loetz Cisel 1899
Wazon Loetz Cisel 1899
1 740,00 zł
szt.
Wazon Loetz Rusticana 1899
Wazon Loetz Rusticana 1899
1 760,00 zł
szt.
Wazon Loetz Diana Cisel - 1899
Wazon Loetz Diana Cisel - 1899
3 600,00 zł
szt.
Loetz Phaenomen Genres Herbatnica 1899
Loetz Phaenomen Genres Herbatnica 1899
4 300,00 zł
szt.
Wazon ikebana Loetz, Perlenmutter 1899r
Wazon ikebana Loetz, Perlenmutter 1899r
1 800,00 zł
szt.
Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
Szuflada 0
Szuflada

Gdy mieszka się w kawalerce wynajmowanej z koleżanką z roku, aby było taniej i żeby nie trzeba się było w czasie pandemii wynosić z Krakowa, to nie jest tak, że można naznosić taboretów – patyczaków, krzeseł noszących akurat imię współlokatorki (wiadomo, że Aga), czy starych kwietników. Minimalizm jest wówczas słowem – kluczem, ba – koniecznością! Nie ma na nic więcej miejsca i funduszy. Miała sekretną szufladę. No dobrze, może nie sekretną, bo to, że Aga nie zdawała sobie sprawy, co Anka przechowuje w szufladzie stolika nocnego, nie czyniło z tego faktu sekretu. Jednak lubująca się w dziewiętnastowiecznych powieściach Anna chciała tak o tym myśleć. W szufladzie znajdowały się rzeczy, które Ance sprawiały radość. Jasne, że oglądały wieczorami na Netflixie wszystko jak leci, więc spędziły też kilka wieczorów z Marie Kondo. A że Anka prawie nic nie posiadała, zamiast pozbywać się rzeczy zaczęła w necie kupować drobiazgi. Dawały jej szczęcie! Postanowiła kolekcjonować stare przedmioty, bo rodzinny dom urządzony był bardzo nowocześnie. Jej natomiast podobało się, gdy u znajomych na ścianach wisiały monidła, zdjęcia przodków i cała ta rodzinna przeszłość. Przed wyjazdem żyła u rodziców wśród chromu i stali. Może to spóźniony bunt, ale swoją przestrzeń wyobrażała sobie inaczej. Wzięła się do działania. Wpierw kupiła pięknie oprawione zdjęcie staruszki, bo swojej babci nigdy nie poznała. Nazwała kobietę ze zdjęcia Heleną i była szczęśliwa, że posiada przyszywaną babcię. Od zawsze panicznie bała się lalek. Gdy była mała brat pokazał jej ten horror z morderczym Chucky, wmawiając, że to bajka dla dzieci. Po latach kupiła małą laleczkę z lat 50-tych, by walczyć z fobią. Taką lalkę mogłaby przecież lata temu dostać od babci Heli, to prawie jak pamiątka rodzinna. Najważniejszy był krzyżyk. Wiecie, z gatunku tych, które takie babcie Heleny dają wnuczkom Aniom na łożu śmierci, jako najcenniejszy podarek od serca. Nie, Anka wcale nie miała problemów ze zdrowiem psychicznym, wiedziała, że kupiła sobie to wszystko sama, ale lubiła te quasi-rodzinne historie, bo były jak opowieści z książek, w których się zaczytywała. Któż z nas nie chciałby być niczym bohater poczytnej powieści?

czytaj całość »
Nowy rok! 0
Nowy rok!

 

 

 

 

 

 

Matka jak zdarta płyta powtarza w kółko „Nie możesz być sama, bo to ci szkodzi”, lub „Gdy byłam w twoim wieku, ty już byłaś na świecie”. Kaśce słowa te wyżłobiły się w mózgu jak igłą. Czuła się zepsuta. Nie w znaczeniu wyuzdania, raczej nie była niegrzeczną lolitką. Myślała o sobie, że jest zepsuta w kontekście wybrakowania. Wszystko da się jednak naprawić!

  Poszła na strych rodzinnego domu, staszczyła po schodach stare radio z gramofonem kupionym dawno temu przez dziadka, podpięła – świeci i trzeszczy. Dobry znak. Zaniesie do przestrojenia. Sama też się przestroi, bo choć świeci, to trzeszczy. Gdyby umieścić na osi czasu jej postanowienia noworoczne, okazałoby się, że mniej więcej od milenium chce wciąż tego samego – w nowym roku chce znaleźć chłopaka! Sprawdziło się? Dotychczas nie. Postanowiła naprawić stare radio, bo chce niczym bohaterki filmów z lat 60-tych tańczyć z lampką wina na środku salonu skąpanego w świetle świec. Pewnie, że można kołysać się do dźwięków muzyki puszczonej z telefonu, ale kto chciałby o tym nakręcić film? A ona chce być bohaterką, pierwszoplanową postacią! I wiecie co jeszcze zrobiła, wzorując się na wyzwolonych dziewczynach podpatrzonych na ekranie?

  Zadzwoniła do niego i powiedziała, że chce spędzić z nim sylwestra. Bez wstydliwego dukania w słuchawkę. Wybrała numer i bez ogródek powiedziała: „Cześć Krzyśku, tu Kaśka. Bądź jutro u mnie o 19:00, okay?”. Nie speszył się, nie zdziwił, po prostu odpowiedział, że to dobry pomysł. Być może zrezygnował dla niej z innej domówki, ale celowo nie zapytała, by móc sobie wmawiać, że właśnie tak było. Choć oczywiście istniała szansa, że nie miał innych planów. Do Krakowa ze świąt wracała więc w dobrym nastroju, ze starym radiem w bagażniku samochodu. Co prawda nie będzie im jeszcze przygrywać do tańca, ale na pewno zrobi na nim wrażenie, bo każdy facet to gadżeciarz.

Zatrzymała się po drodze w markecie, kupiła trzy butelki wina, w tym jedno udające szampana i ogrom składników, z których zrobi pyszną kolację. Postara się by 2021 rozpocząć nową relacją. Albo chociaż będąc porządnie najedzoną czymś odmiennym od jedzonej od tygodnia sałatki warzywnej i makowca. Jest gotowa na 2021, będzie dobrze!

 

 

 

 

 

 

 

Przetrwaliśmy święta..... 0
Przetrwaliśmy święta.....

Wiadomo, że wszystkiego najlepszego, szczęścia, zdrowia, pomyślności, ale próbowaliście być starą panną przy wigilijnym stole? "Wesołych Świąt" brzmi wówczas jak przejaw sarkazmu i złośliwości, bo niby co ma jej sprawić radość? Docinki ze strony podchmielonego wujaszka, któremu się wydaje, że będzie zabawny, gdy wspomni o potworach i amatorach? Czy matka, która wciąż powtarza, że Alicji od Grzesików mieszkającej za płotem, to się udało, bo jest "prezeską" w pobliskim GS-ie i ma męża urologa. Wygrane życie! Przyda jej się ten mąż na pewno, bo żeby tak brać życie za rogi, to trzeba jednak mieć jaja.

Rozważała zostawienie każdemu pod choinką kielicha. Komplet podzieliłaby na wszystkich. Nikt nie jest na tyle odporny, by od świątecznego stołu wstać bez poczucia emocjonalnego pokiereszowania. Skrzynkę wina kupiłaby w rzeczonym GS-się. Albo dwie skrzynki, bo sprawę załatwiłaby nie lampka wina, a butelka. Na głowę! Mogłaby podgrzać to w ogromnym, dziesięciolitrowym garze na bigos i dorzucić goździków dla zachowania pozorów. Grzaniec to prawie jak dwunaste danie, skoro matka i tak wlicza kompot z suszu.

Krzysztof zadzwonił złożyć życzenia. Cholera wie jak to zinterpretować. Nie zapytał czy się spotkają zaraz po świętach, ani w co jest ubrana, a mogłaby skłamać, że jest chodzącą, seksowną śnieżynką, jak te laski z reklam biżuterii, czy innych produktów luksusowych. Może po prostu chciał być miły? Odbębnił, by nie wyjść na dupka. Nikt nie chce być dupkiem w święta. Wszyscy lubimy postrzegać się jako ci z natury dobrzy.

Nawet nie miała jak się przy stole pochwalić, że z kimś się spotyka, bo "spotykanie się" to minimum dwie randki. I to bardzo naciągnąć sytuację. Gdyby się ogarnął, można by go zaprezentować rodzinie na Wielkanoc, ale teraz? Staropanieństwo i pewność zapisu "staroródka" w papierach z porodówki. Niechże się ten Krzysiek pośpieszy z tym zakochiwaniem, bo ona ma życie w małżeństwie do przeżycia w trybie pilnym! A póki co popija wino dla zdrowotności. Lampka wina do posiłku zapewnia francuzom długowieczność, a ona może jeszcze na niego długo poczekać. Robi co może by dotrwać.

Przetrwaliśmy święta, wszystkim nam należy się co najmniej owacja na stojąco i przytulas!

Zadzwoni, na pewno zadzwoni… 0
Zadzwoni, na pewno zadzwoni…

Przyjechała kiedyś do domu na weekend z Krakowa i odkryła, że w salonie na stole stoją najbardziej waginalne wazony, jakie w życiu widziała!

Matka nie potrafiła wyjaśnić swojej zakupowej decyzji, o której Freud miałby wiele do powiedzenia. Opowieść o zszokowanej na ich widok minie Kaśki powracała często w formie rodzinnej anegdoty. Że niby była taka wtedy młoda, niewinna i dlatego oblała się rumieńcem. Phi! „Niewinna”? W wieku dwudziestu paru lat? Chcieliby! Po jakimś czasie wazony wyjechały wraz z nią, bo siostra matki powiedziała gdy przyszła w odwiedziny, że one jakieś dziwne są. Matka już dobrze wiedziała, co miała na myśli! Kaśka natomiast finalnie była nimi zachwycona. Jasne, nie każdemu kojarzyły się tylko z jednym, ale jej tak. Czym zresztą wprawiały ją zwykle w dobry nastrój, gdy na nie spoglądała. Bawiły niezmiennie od lat. Teraz, po miesiącach posuchy, tym bardziej kojarzyły jej się z seksem, bądźmy szczerzy!

Doszło w końcu do spaceru z Krzyśkiem. Do niczego więcej nie doszło. To tyle w kwestii dochodzenia. Z kimkolwiek, tfu, do czegokolwiek! Nie to, żeby nie chciała, to już ustaliliśmy wcześniej. Po prostu nie było sprzyjających warunków. Dla niej facet zaczyna się zawsze od metra osiemdziesiąt. Poniżej istnieje ryzyko, że to jeszcze nastolatek, a na co komu zatargi z prokuraturą? Zawsze lubiła wysokich. Ten warunek został spełniony. Był małomówny, co akurat dobrze wróżyło, bo przecież wystarczająco długo nie pojawiał się w jej życiu, by teraz miała mu o czym opowiadać godzinami. I nawet nie to, że nie zaiskrzyło. Miała małe „bum”! Może nie od razu sztuczne ognie i eksplozje w niebo, ale jeden fajerwerk na pewno. Nie jest pewna, czy jego lont podpalił się na jej widok. Nie dał po sobie poznać, albo ona nie potrafi już tego ocenić. Byłaby skłonna z nim zamieszkać i mieć dwójkę dzieci, z czego przynajmniej jedno, to dziewczynka, gdyby pytał. Ale nie zapytał. Może jeszcze zapyta, w końcu obiecał zadzwonić.

Chce go! Chce z nim seksu! Chce z nim domu!! Ubrała się najseksowniej jak potrafiła i profilaktycznie poszła nawet na depilację brazylijską. Gorzej jeśli nie zadzwoni, a ona będzie chodzić teraz taka łysa na całym ciele. Zadzwoni, na pewno zadzwoni…

„Bez ciśnienia, zwykły spacer” 0
„Bez ciśnienia, zwykły spacer”

   Pomyślicie: „Bez ciśnienia, zwykły spacer”. A co jeśli to spacer, o którym będzie opowiadać wnukom? Jak teraz babcie opowiadają o occie na półkach za PRL-u, czego oni nie rozumieją i nie znają, bo i skąd, skoro zrodzili się z dobrobytu, jak Afrodyta z piany? Mogą sobie teraz pienić do woli, a gdy ona wtedy od ciotki ze stanów dostała szampon o zapachu zielonego jabłuszka, to nie mogła go użyć, matka pozwalała tylko wąchać. Jej wnuki pewnie nie będą rozumiały na czym polegało spacerowanie. Chodzenie jako sposób przemieszczania odejdzie w zapomnienie, a teleportowanie się z kimś, to już nie to samo, co przechadzka brzegiem Wisły.

Nim jednak wybierze się na spacer z Krzyśkiem, musi się nastroić. „Nastroić” to przenośnia. Mówiąc przyziemniej – musi się nawalić. Nie sama, z Gośką. To ta, która jej Krzyśka naraiła. Nie żeby się jakoś bardzo przyjaźniły wcześniej, po prostu znały się na tyle, że Gosia wiedziała, że ona na FB ma wciąż pusto w polu statusu związku. Zresztą u tamtej też nie widniało „zamężna”, ani nawet „zaręczona”, bądźmy szczerzy. Związek przyczynowo skutkowy jest tu więc dosyć prosty. Kaśka (bo tak odkąd sięga pamięcią ma na imię nasza bohaterka, o czym jeszcze przecież nie było mowy), uznała, że jeśli ktoś ją swata, to jest jej życzliwy, a jeśli jest życzliwy i zaprasza na drinka, by obgadać temat swatania, to warto pójść. Jeśli okaże się, że Krzysztof ma potencjał tylko online, a w realu nic z tego nie wyjdzie, to ona przynajmniej zyska przyjaciółkę.

Poszła. Mieszkanie ładne, Gośka miła i zabawna jak zwykle, ale te alkohole! Obie wmawiały sobie, że chodzi o to, by im się lepiej rozmawiało, ale pamiętaj drogi czytelniku, jeśli ktoś podaje ci alkohol na srebrnej tacy w pięknych kryształach, to, warto zostać kwadrans dłużej. Albo pięć godzin. Po drugim kieliszku opowiadały sobie o byłych, o kremach na cellulit i o obciachowych historiach, w stylu tej, jak to się jej sukienka podwinęła i zahaczyła za majtki, a ona zorientowała się dopiero po przedefilowaniu przez całe miasto z tyłkiem na wierzchu. A piły bo im smakowało, nie po to, by się znieczulić! O Krzyśku dowiedziała się, że trzeba go ośmielać. Sama więc zaproponuje kawę po spacerze. Albo śniadanie…

Do etapu podarków w tej relacji jeszcze daleko, ale grudzień tuż, tuż. 0
Do etapu podarków w tej relacji jeszcze daleko, ale grudzień tuż, tuż.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   Napisała do niej znajoma, że mają w pracy takiego całkiem miłego, choć niepozornego Krzyśka, który nie ma dziewczyny. A szkoda go, bo ma potencjał! Niepozorny? Nie jest to cecha, którą jako pierwszą wymieniałaby na liście życzeń, ale wiadomo, że na tym etapie zostali jej do wyboru albo rozwodnicy, albo kolesie z wszelkimi defektami, więc jeśli jego minusem jest tylko niepozorność, to bierze bez wybrzydzania. Najwyżej namówi go na skoki na bungee, aby wydawali się ludziom taką szaloną parą, o której już nikt nie powie że są nijacy.

Już postanowiła, że będzie do niego mówić per Marku, aż przywyknie i zacznie reagować na to imię. Sąsiadka pokazała jej kilka internetowych stron z designem. Wsiąknęła! Ma już nawet szkatułę, w której będzie przechowywać biżuterię otrzymaną od nieświadomego jeszcze tego faktu Krzysztofa vel Marka. Jednak teraz to nie takie proste, by pójść na wino, czy kolację, bo gastro zamknięte, a ona nie jest aż tak zdesperowana, by od razu niepozornego Krzysztofa zapraszać do siebie.

Mało to niepozornych Krzyśków okazywało się potem zwyrodnialcami z zamrażarką pełną ludziny? Co jakiś czas prasa rozpisuje się o takich, które chciały tylko pierścionka i domu z ogrodem, a znajdowano je w lodówkach z ręką osobno, głową osobno. Uznała, że urządzą sobie randkę online, przez kamerkę krzywdy jej nie zrobi. Co to były za emocje! Ubrała najładniejszą bluzkę i nawet miała na sobie jeansy, a nie jak zwykle podczas telekonferencji - spodnie od piżamy.

Krzyś interesujący, skojarzył jej się z tym z Kubusia Puchatka. Czym ujął ją od razu bardzo, choć wiedziała, że na tym etapie myślenie o nim jako o przyszłym mężu świadczy o tym, że to ona jest misiem o bardzo małym rozumku. Jest jednak dobrej myśli. Umówili się w przyszły weekend na spacer.

Cieszy się, że kupiła tę szkatułkę. Może się przydać! Do etapu podarków w tej relacji jeszcze daleko, ale grudzień tuż, tuż. Mało to się w kolorowych gazetach naczytała o parach, które wzięły ślub po miesiącu znajomości? Dlaczego ma myśleć, że skończy tak samo, tylko kiedy czyta o makabrycznych morderstwach? Może pisane jej skończyć jak te szczęśliwe dziewczyny, z brylantem na palcu, a nie kończynami w lodzie?! Oby...

Minął tydzień. Wiadomo, że w dziejach świata to mniej niż mrugnąć..... 0
Minął tydzień. Wiadomo, że w dziejach świata to mniej niż mrugnąć.....

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Minął tydzień. Wiadomo, że w dziejach świata to mniej niż mrugnąć, liczyła jednak na znacznie więcej od losu niż naście maili z informacją o wyprzedażach z okazji czarnego piątku.

Sama ma wrażenie, że trwa u niej permanentna wyprzedaż, z której nikt nie korzysta. A przecież oddałaby wiele za bezcen! Na metr kwadratowy powierzchni mieszkania nadal przypada zero Marka. A przecież najpóźniej w środę miał się zjawić w jej życiu i wyrwać ją z tego marazmu! Miała z losem umowę zawartą późną, bezsenną nocą: jeśli pozna odpowiedniego faceta, zacznie dawać od siebie światu znacznie więcej.

Na przykład staruszce mieszkającej naprzeciwko będzie regularnie robić zakupy. I to nie po to, by nowo poznanemu mężczyźnie pokazać, jaka to jest dobra i jak to bardzo warto się w niej zakochać. Czego więcej oczekiwać od życia prócz niebrzydkiej dziewczyny, która ma dobre serce? Tymczasem Marek nie wychylił się zza żadnego winkla, ani też nie minęła go w drodze po chleb.

Gdyby ich spojrzenia się spotkały, od razu by się zorientowała, że to ten. Minął tydzień i nic! Uznała, że nie tędy droga. Nim zacznie oczekiwać karmicznego dobra, które do niej wróci, wpierw musi ten bumerang rzucić przed siebie. Zapukała do sąsiadki. Trochę się wstydziła, że jedyne na co potrafiła się dotychczas na jej widok zdobyć, to niemrawo rzucane „dzień dobry”, ale tak, że równie dobrze mogło być dowolnym zwrotem. Nie zadawała sobie przy tym zbytnio trudu otwierania ust. Staruszka nie miała szans zrozumieć, mogła się co najwyżej domyślać, że życzy jej dobrego dnia. Było to raczej poranne burknięcie.

Nie tak ją matka wychowała, ale wysiłek związany z wyściubieniem nosa za drzwi był przecież męczarnią w tym depresyjnym czasie. Na bycie pogodną nie wystarczało już energii. Za to pani Zyta okazała się akumulatorem na nogach, bateryjką z doczepionymi rękoma. Pogodna i promienna, tak bardzo, że było to aż zawstydzające. Zakupów nie chciała, bo robi je online (mając siedemdziesiąt trzy lata!), ale zaprasza na śliwki, bo przyjechały we wczorajszej dostawie. Weszła. W mieszkaniu jak to u staruszek – antyki i bibeloty. „O tę srebrną owocarkę też kupiłam przez internet, takie czasy!” - pochwaliła się, nalewając herbaty.

Teraz potrzebuje koloru nadziei bardziej niż kiedykolwiek 0
Teraz potrzebuje koloru nadziei bardziej niż kiedykolwiek

   

 

   Teraz potrzebuje koloru nadziei bardziej niż kiedykolwiek.

Od tygodni spoglądając za okno widzi łyse gałęzie, które z powodzeniem mogłyby stanowić scenografię dreszczowca. Ma już tego serdecznie dosyć! Nim świat przykryje się puchową kołdrą śniegu minie jeszcze sporo czasu. Przecież nie przestanie spoglądać na drzewa, bo to jedyny dowód na istnienie świata poza tym mieszkaniem, w którym jest zamknięta przez co najmniej 8 godzin dziennie. Zima będzie do zaakceptowania. Wyjmie te grube skarpety z doszytymi wąsikami i kocimi uszkami i koc z rękawami. Dostała  go na osiemnastkę i teraz jest tak zmechacony, że gdyby był bluzą, już dawno wylądowałby w koszu, ale go nie wyrzuci. Do kocyka ma sentyment, niczym niemowlak, który bez swojego by nie zasnął. Zamknięcie zimą w mieszkaniu bez konieczności wychodzenia do pracy, było jej odwiecznym marzeniem. Uważaj czego sobie życzysz, bo może się spełnić…

Dawniej mogła przynajmniej spotkać jakiegoś Marka spieszącego się tak jak i ona do biura, a teraz?  Chyba w Simsach! Marek to nie imię, Marek to znak jakości. Wszystkie Marki, których zna mają w szafie co najmniej trzy garnitury, z czego przynajmniej jeden wełniany. To o czymś świadczy! Wyszłaby za jakiegoś Marka. Albo przed niego, by ją zauważył! Zamiast tego siedzi w domu i z szóstego piętra spogląda na łyse drzewa. Prócz spoglądania uzupełnia też arkusze kalkulacyjne i rozmawia na telekonferencjach z innymi pozamykanymi. I grzebie w sieci.

Zieleń we wnętrzu jest jej do odzyskania witalności pilnie potrzebna! Inaczej jesień w końcu sforsuje balkonowe drzwi i okna i wedrze się do jej wnętrza. W sensie metaforycznym, a może i nie tylko?! Trzeba się ratować. Na przykład taki wazon… Niby nic, na cholerę jej coś takiego? Nie ma sześćdziesiątki na karku. Powinna go raczej kupić swojej matce na imieniny. Inna sprawa, że gdyby miała tak smukłą sylwetkę jak ten przedmiot, jakiś oczarowany Marek sam dobijałby się teraz do jej drzwi. Szkło w którym nie będzie trzymać kwiatów, bo i tak stara się nie wychodzić i nigdzie ich teraz nie kupi. Mimo to chce go mieć.

Będzie do niego wrzucać karteczki, z pomysłami co zrobi, gdy wszystko wróci do normy. Wszyscy powinni mieć taki wazon na plany!

AMFORA ZBIGNIEW HORBOWY, HUTA SZKŁA "SUDETY" W SZCZYTNEJ ŚLĄSKIEJ

Poznaj historie, które będą z Tobą zawsze 0
Poznaj historie, które będą z Tobą zawsze

Patrzysz na przedmiot, zaciekawia Cię. Być może w przeszłości widziałeś coś podobnego na
komodzie u znajomych, lub kogoś z rodziny. Wiesz, że to staroć, dziś już nie produkuje się
rzeczy z taką dbałością o szczegół. Zupełnie inna jakość wykonania! Chciałbyś znać historię
tego bibelotu, wiedzieć o nim coś więcej. W czyich rękach znajdowała się ta rzecz nim trafiła
do Ciebie? Do kogo należała, kto spoglądał na nią przez ostatnie czterdzieści lat? Jaką historię
za sobą kryje? Rozpoczynamy innowacyjny projekt! Współpracę, z jaką nie spotkaliście się
jeszcze w social mediach! Pisarz Przemysław Piotr Kłosowicz co niedzielę prezentował
będzie opowieść o dostępnych u nas przedmiotach. Wariacje na temat losów oniemiająco
pięknych i dziś już niezwykle rzadkich wazonów, kielichów, figurek, popielnic. Opowie Wam
o tym zbieracz wrażliwy na słowo. Kochający dobry design, lubujący się w stylistyce PRL-u.
Nie możecie tego przegapić!

Lalka, rzecz przeźroczysta? 0
Lalka, rzecz przeźroczysta?

Nie widzimy lub nie chcemy jej widzieć, gdy już jesteśmy dorośli. Cóż bowiem miałoby przynaglać do niej nasze miłosne, dziecięce pretensje? W końcu, co jeszcze może kryć w sobie ciekawego dla współczesnego człowieka rzecz z dalekiego dzieciństwa?

czytaj całość »
ART DECO w Austrii i Niemczech 0

ART DECO swoim zasięgiem objęło Europę, Stany Zjednoczone oraz niektóre kraje azjatyckie. W zależność od kraju realizacje różniły się, niekiedy różnice były skrajne. W Niemczech i Austrii inspirowane było awangardą i ekspresjonizmem. Kolejnym źródłem inspiracji były Warsztaty Wiedeńskie i Deutscher Werkbund w Monachium.

W Austrii wzornictwo okresu ART DECO bazowało na geometrycznej prostocie i oszczędnym ornamencie, które wywodziło się z doświadczeń Warsztatów Wiedeńskich (1903-1932). Produkcja zakładała bezwzględne dostosowanie formy do funkcji przedmiotu. Purystycznym realizatorem tych założeń był Josef Hoffmann. Był on twórcą wiedeńskiej Secesji oraz założycielem Warsztatów Wiedeńskich. Charakterystyczny dla jego mebli jest ornament przedstawiający kwiaty. Stowarzyszenie warsztatów wiedeńskich silnie odcisnęło swoją obecność na wystawie paryskiej w 1925 roku, gdzie J. Hoffmann był dyrektorem artystycznym jak i projektantem głównego pawilonu.

Ważne nazwiska dla austriackiego ART DECO to:

1) Dagobert Peche - projektant mebli, szkła i biżuterii, który na przekór wszystkim odwoływał się trendom secesji. Jego projekty mają bogatą ornamentykę, odwołują się do renesansu, barku a nawet do rokoko(!). 

2) Josef Lorenzl - projektant porcelany i brązów, główny projektant w Goldscheider Werkstaette, w latach 1922-35 produkowana seria jego porcelanowych figurek z kobietami przedstawianych jako motyle lub ptaki. Brązy natomiast były przedstawiane jako nagie tancerki, lub skąpo odziane muzy z nienaturalnie długimi rękoma i nogami.

3) Bruno Zach - rzeźbiarz w kości (chryzelefantynista), postać kontrowersyjna, berlińskie prostytutki przedstawiał jako greckie boginie

4) firma Hagenauer - specjalizowali się w dekoracyjnych rzeźbach z metalu, były to afrykańskie zwierzęta i wojownicy oraz przedstawiciele różnych zawodów Wykorzystywał najczęściej brąz, mosiądz oraz chrom jako materiał. Na szczególną uwagę zasługują figurki przedstawiające zwierzęta, które używane są jako ozdoby na biurko. Ich cena z roku na rok wzrasta ustawicznie.

W Niemczech na fali sprzeciwu wobec secesyjnej dekoracyjności powstało stowarzyszenie Deutsche Werkbund (1907-1915). Ideą programową było tworzenie rzemiosła funkcjonalnego, opartego na logice i geometrii, które można dostosować do masowej produkcji. W 1918 roku niemieckie wzornictwo zdominowała działalność Bauhausu, który stanowił przeciwwagę oraz alternatywę dla europejskiego Art Deco. Wystawy prezentowane już od 1914 roku dały Niemcom wiodącą pozycję w Europie. Na uwagę zasługuje tu nazwisko Richard'a Riemerschmidt'a - współzałożyciela Vereinigte Werkstaette fuer Kunst im Handwerk. Miał on istotny wpływ na stworzenie tzw. "wstrzemięźliwego Art Deco" inspirowanego stylem biedermeier, posiadającym jednak bardziej zachowawczą stylistykę i ozdobionego wibrującymi kolorami. Im projekt surowszy i prostszy, tym rysunek słojów musiał być bardziej malowniczy. 

Na szczególną uwagę zasługują w przypadku niemieckiego ART DECO:

1) Rosenthal - producent porcelany (zał. 1879), w latch 1924-1939 wyprodukował całą serię tancerek inspirowanych Baśniami Tysiąca i jednej nocy (proj. Dorothea Charol), najważniejszym działem była produkcja zastaw stołowych - projekty Kurta Lendler'a uznawane są za najcenniejsze 

2) WMF czyli Wuertembergerische Metallwarenfabrik - seria Myra to kolore szkła pęcherzykami powietrza, seria Ikora (szkła i platery) to przede wszystkim seria platerów zdobionych metodą galwanizacyjna różnymi typami metali oraz patynowanych miejscowo.

ART DECO - kilka słów na początek 0

Największe uznanie stylistyka Art Deco zyskał po roku 2000 w Polsce. Wcześniej traktowany u nas był z pogardą. Meble lądowały na śmietnikach, a metaloplastyka kończyła przeważnie na złomach i przeznaczana była do przetopu. Tylko nieliczni byli w stanie dostrzec urodę tego stylu. Potrzebna była zmiana pokoleniowa, by przedmioty te wróciły do łask. 

Rangę i znaczenie stylowi lat 20-tych i 30-tych nadali historycy sztuki. Ekspozycja ART DECO, która została zorganizowana w roku 2003 w Victoria and Albert Museum  została odwiedzona przez 360000 osób.

Polska miała swój istotny wkład w rozwój Europejskiego ART DECO, o czym trzeba pamiętać. Nasi projektanci częściej byli inspiracją dla innych niż inspirowali się innymi. Wielbicieli stylu ART DECO przybywa z roku na rok. 

Art Deco to epoka przepychu oraz wyrafinowanej elegancji oraz ucieczka przez kryzysami ekonomicznymi, napięciem społecznym i walką polityczną. To czas emancypacji - stroje kobiet stały się luźniejsze, odsłaniały kolana. Kobiety lat 20-tych kochały powietrze, słońce i ruch. Lata 30-ste przeistoczyły je w "trwale ondulowane" wampy sięgające po seksapil jako odwieczną broń. Obalony został mit dzięki Hollywood o istnieniu zamkniętych grup społecznych mających wyłączność na tworzenie kultury. Gloryfikowano piękno, młodość i bogactwo oraz (niestety) konsumpcję.

Styl przenikał do wszystkich dziedzin życia. Od architektury, przez muzykę, modę, kino, fotografię jak i taniec. Wizytówką miast stały się drapacze chmur (Empire State Building z 1930 roku i Chrysler Building z 1929 roku) i neony. W Warszawie i Katowicach powstały pierwsze drapacze chmur - warszawski Prudential w 1933 roku, który został zniszczony przez Niemców w trakcie II wojny oraz katowicki siedemnastokondygnacyjny Urząd Skarbowy z 1934 roku. Cała powstała w 1926 roku Gdynia została utrzymana w stylu modernistycznym.

Konstrukcje mebli robione były w większości z metalu w duchu fukcjonalizmu lat 30-tych. Dominowały połączenia metali, oraz metalu kolorowego i drewna. Platerowano już nie tylko srebrem, ale także niklem i chromem.  

Świat pędził ku nowym wynalazkom. Na lata trzydzieste przypada dynamiczny rozwój przemysłu ciężkiego. Produkuje się samochody, maszyny i samoloty. Powstaje patent na kształt "streamline", czyli opływowy kształt. Od tego momentu pociągi czy samochody nabrały obłego kształtu przez co stały się szybsze.

Do 1929 roku ART DECO kojarzone jest luksusem. Wtedy nadchodzi kryzys który zmienia podejście do wzornictwa. Projektanci zaczynają stosować prostsze materiały, takie jak drewno, bakelit czy plastik. W użyciu nadal pozostaje metal, jednak najczęściej platerowany innym metalem. 

Termin Art Deco po raz pierwszy został użyty przez Le Corbusier'a na łamach czasopisma "L'esprit Nouveau", gdzie krytyczny sposób odnosił się do stylu uznawanego za przesadnie dekoracyjny. ART DECO jest skrótem od francuskiego wyrażenia ARTS DECORATIFS. Inny twórca Bevis Hillier wyodrębnił dwa podstawowe kierunki w stylu ART DECO:

- kobiecy - inspirowany głównie tradycyjnym stylem roku 1925

- męski - inspirowany erą maszyn z lat trzydziestych, nowoczesnością oraz metalami i plastikiem jako tworzywami.

Styl był pozbawiony jakichkolwiek artystycznych programów i dogmatów, które kojarzyły się z ograniczeniami. Nie jest on zaprzeczeniem secesji lecz jego kontynuacją w bardzie rustykalnej, geometrycznej i ascetycznej formie. Bazuje na oszczędnych formach kubistycznych oraz czerpie inspiracje z Secesji Wiedeńskiej. Oba te kierunki cechuje zasada programowa, która swoje źródło bierze z doświadczeń angielskiego ruchu Arts & Crafts założonego w 1867 roku. Polega na integracji sztuki i rzemiosła. Należy jednak pamiętać, że Art Deco nie było stylem dla mas tylko dla bogatych grup społecznych.

W latach 30-tych XX wieku wyodrębnił się kierunek zwany Bauhausem. Pozostawał on w sprzeczności z dotychczasowym Art Deco. Najważniejsza w nim była nie funkcja lecz forma, w połączeniu z materiałem z jakiego został wybudowany.

ART DECO wpisuje się w ciąg stylów eklektycznych. Z jednej strony inspirowany jest Klasycyzmem, stylem Biedermeier i stylem Ludwika Filipa. Z drugiem jednak egzotyką, awangardą, kubizmem i formizmem. W ciągu kilkudziesięciu lat trwania zmieniał swoje oblicze.

Fazy:

1) orientalna, która przypada na początek lat dwudziestych. Inspirowana orientem, bliskim wschodem i rosyjską sztuką. Egzotyka przenika niemal każdy aspekt życia.

2) geometryczna - rok 1925 podczas wystawy paryskiej. Uznany zostaje za styl oficjalny. Inspiracją jest sztuka aztecka i afrykańska. Rośliny zostają zastąpione przez koła, kwadraty i zygzaki. Ważny jest tu ruch i aerodynamika.

3) zachowawcza (najlepsze projekty w Polsce) - tradycja europejska jest traktowana z pietyzmem, obficie czerpiąc z biedermeieru i klasycyzmu, w Polsce to sztuka ludowa, oraz przybierający na sile formizm.

   

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl